FOTOGRAFICZNIE. Uśmiechy wiosny.


Na początku dzisiejszego postu chciałabym Wam bardzo podziękować za opinie pod poprzednim postem - pięknie dziękuję, że mogłam na Was liczyć! ♥ Ogromnie mi miło, że odpowiedziałyście z takim zaangażowaniem na moja prośbę o radę :) Dziękuję! Większość z Was opowiadała się za tym, żebym swoje fotografie zamieszczała tutaj na blogu i tak też postanowiłam zrobić. Jeżeli fotograficzne posty nie będą cieszyły się zainteresowaniem, będę zastanawiać się nad innym rozwiązaniem :) 

Postanowiłam podzielić posty na trzy kategorie: ilustracyjny, fotograficzny i handmade. A handmade dlatego, że aktualnie pracuję nad czymś zupełnie nowym i przyznam szczerze, że efekty spodobały mi się na tyle, że postanowiłam pociągnąć to dalej. W mojej zainspirowanej głowie zrodził się pomysł, który przerodził się w projekt i dzięki mojej Drugiej Połówce mógł się zmaterializować :) A o czym konkretnie mówię dowiecie się pewnie wkrótce, nie będę opowiadać, wolę pokazać Wam gotowca :) To już wkrótce. 

Dziś zapraszam Was na fotograficzny spacer po lesie (a właściwie bardzo zdziczałym parku, który kiedyś otaczał dworek, po którym zostały już tylko fundamenty). Ten spacer odbył się zeszłej wiosny. Było pięknie.


Czy macie coś swojego, nie wiem, książkę, film, muzykę, miejsce, które pomagają Wam w takich, momentach hmm, smutniejszych, może melancholijnych, takich w których nastrój zjeżdża w dół sinusoidy (jeśli takie momenty miewacie, mnie się zdarza)? Ja mam kilka takich dobroci audiowizualnych :) 

Jedną z takich rzeczy, po które sięgam, kiedy czuję, że potrzebuję resetu, jest film przyrodniczy "W krainie Czarnej Hańczy" Włodzimierza Puchalskiego. Nakręcono go w 1974 roku, czyli wiele lat przed moim urodzeniem, a więc przenosi mnie do czasów których nie miałam możliwości poznać. Muzyka otwierająca i zamykająca film porusza serce. Język narracji jest ujmujący - uwielbiam, kiedy narrator wspomina o "chyżych jaskółkach" czy używa słów takich jak "kędyś". I ta składania (którą mogę chyba nazwać starodawną?). Cytowane wiersze, obrazy.. dzika Suwalszczyzna, jeziora (dla mnie wodne krajobrazy są najwspanialsze), flora i fauna. Klangor żurawi.. czy jest bardziej nostalgiczny dźwięk awifauny, niż klangor żurawi? Za podsumowanie idealnie pasuje tu, cytowany w filmie, fragment wiersza K.I.Gałczyńskiego:

"(...) jeszcze tyle byłoby do pisania,
nie wystarczą tu żadne słowa:
o wiewiórkach, o bocianach,
o łąkach sfałdowanych jak suknia balowa,
o białych motylach jak listy latające,
o zieleniach śmiesznych pod świerkami,
o tych sztukach, które robi słońce,
gdy się zacznie bawić kolorami (...)"

 To mój ulubiony film przyrodniczy, niesamowicie klimatyczny. Świat, który w takiej postaci już nie wróci. Film pojawił się kiedyś na TVP Historia, mam nadzieję, że jeszcze nie raz zostanie wyemitowany. Był też kiedyś na YT, ale zniknął, być może z racji praw autorskich. Warmińsko-mazurskie obszary naszego cudnego kraju uważam za najpiękniejsze, sama pochodzę z południa Polski, ale tam właśnie zostawiłam kawałek serducha. Suwalszczyzny jeszcze nie zwiedziłam, ale mam nadzieję to nadrobić.

Dziękuję Wam za tak liczne odwiedziny ♥
Dajcie koniecznie znać, jak podobał Wam się pierwszy fotograficzny post.
Wszystkiego dobrego!
Ania
Czytaj dalej

W letnim ogrodzie



Stoimy u progu sierpnia, ostatni dzień lipca chwila po chwili przemija. Na blogu Jarzyny i miłość (który polecam, Autorka magicznie układa słowa w nostalgiczną, romantyczną, poetycką, miejscami sielską całość) natknęłam się na pojęcie saudade. To portugalskie słowo, które jest podobno nieprzetłumaczalne na inne języki. Za Autorką bloga Jarzyny i miłość przytoczę dla Was cytat Haruki Marukami chyba dobrze je opisujący "Jest na świecie ta­ki rodzaj smut­ku, które­go nie można wy­razić łza­mi. Nie można go ni­komu wytłumaczyć. Nie mogąc przyb­rać żad­ne­go kształtu, osiada cias­no na dnie ser­ca jak śnieg pod­czas bez­wiet­rznej nocy". 

Ogród jest w pełni rozkwitu, sezon na porzeczki, wiśnie, papierówki, niektóre śliwy już za nami. Pewnie w niejednej spiżarni już uginają się półki :) Warzywnik powolutku, powolutku oddaje mi swoje dary. Po niebie śmigają jaskółki przygotowujące się do długiego lotu w cieplejsze niż Polska rejony świata. Spóźnialskie ptaki wyprowadziły już ostatnie lęgi. Ptasie koncerty cichną, a piosenka kosa nie uszlachetnia już letnich wieczorów. Łąki pięknią się wrotyczem, krwawnikiem i innymi polnymi kwiatami, których nazw jeszcze nie znam. Jak one wyglądają w zachodzącym, letnim słońcu! Połowa szkolnych wakacji za nami, połowa przed nami. W takich momentach najbardziej dotyka mnie prędkość przemijania i zawsze, kiedy o tym myślę, w głowie pojawiają mi się słowa z serialu "Siedlisko" (uwielbiam!) wypowiadane przez bohaterkę graną przez Annę Dymną "Czasem coś tak bezpowrotnie tracimy w życiu. I przegapiamy".

Już jakiś czas temu na facebooku i instagramie pokazywałam część tej kwiecistej grafiki, kiedy jeszcze była w trakcie malowania :) Dziś przyszedł wreszcie czas na pokazanie jej w całości. Pastelowo, lekko i letnio :)




A ja tymczasem łapię ulotne letnie chwilę w obiektyw. Mam tutaj do Was pytanie - pewnie część z Was wie, że oprócz malowania bardzo lubię fotografować naturę (chociaż oczywiście nie tylko - namiastkę swojej fotografii zamieściłam w tej fotoksiążce). Chciałabym się nimi z Wami dzielić, bo do tej pory większość ląduje w szufladzie (czytaj w folderze), a jednocześnie chciałabym się w temacie rozwinąć (a do tego niezbędna jest praktyka, która z kolei praktycznie nie istnieje bez motywacji :)). Część zdjęć zamieszczam na instagramie, jednak ponieważ tam muszę je kadrować na kwadratowo :), a to nie zawsze mi odpowiada, chciałabym zamieszczać je jeszcze gdzieś. Jak myślicie? Co byłoby najodpowiedniejsze, najwygodniejsze? Facebook czy raczej jakieś inne platformy? Osobny blog? Może coś mi poradzicie?


Tymczasem powyższe zdjęcie chciałabym zgłosić do FOTOgry Art Piaskownicy "Okruchy lata"

https://art-piaskownica.blogspot.com/2018/07/fotogra-okruchy-lata.html


Pięknego sierpnia!
Ania
Czytaj dalej

O ptaszku zwanym mazurkiem... i metamorfoza krzesła



Mazurek to uroczy ptaszek bardzo często mylony z wróblem :) Nic dziwnego, bo ten maluch jest do wróbla bardzo podobny. Istnieją jednak różnice między tymi dwoma gatunkami - jedną z charakterystycznych jest to, że mazurek ma na policzkach czarne plamki, a na główce brązową czapeczkę. No i jest drobniejszy od wróbla, a poza tym zarówno Pan Mazurek jak i Pani Mazurkowa są nie do odróżnienia, natomiast w przypadku wróbli występuje dymorfizm płciowy :)

I ja takiego niby-mazurka postanowiłam zmalować.



Mam nadzieję, że ten skromny maluszek Wam się podoba :)

I jeszcze coś dodatkowego, czyli metamorfozy krzesełek zwanych taboretami ;) Zastanawiałam się przez chwilę, jak odnowić krzesła. I wymyśliłam. Nie są to krzesła idealne, bo oczywiście nie obyło się bez błędów w postaci np. niedokładnie rozmieszanego pigmentu (przydałoby się mieszadło do wiertarki), ale że są to taboreciki do użytku wewnętrznego - nie przeszkadza to nikomu :) Obydwa krzesła pomalowałam farbą alkidową, a siedzisko ozdobiłam metodą decoupage - nic wyszukanego, wykorzystałam po prostu wzory serwetek, które mi się spodobały. Kilka warstw farby, lakieru, trochę pracy i krzesła uratowane. Taka metamorfoza to fajna zabawa :) Być może zainspiruje to którąś z Was? :) Jeśli zastanawiałyście się jak odnowić krzesła, ale nie wiedziałyście, jakie media byłyby odpowiednie i niedrogie, na końcu posta zamieściłam małą listę :)



Dla zainteresowanych zostawię informację, jakich mediów użyłam do metamorfozy krzeseł:

- do pomalowania nóżek użyłam matowej emalii alkidowej (firmy Śnieżka) z domieszanym pigmentem (przy miętowym był to pigment firmy Śnieżka, przy szafirowym jakiejś innej firmy, niestety nie pamiętam a i nie był wart zapamiętania niestety)
- siedzisko pomalowałam farbą akrylową (Śnieżka), następnie metodą "na żelazko"(KLIK) przykleiłam do niego serwetkę (przy użyciu kleju do decoupage firmy Renesans)
- na koniec siedzisko pokryłam akrylowym lakierem firmy Flugger (który jest moim najulubieńszym i niezastąpionym lakierem akrylowym)

 Być może gdzieś na strychu odnajdziecie krzesła, które chętnie skorzystałyby z takiej metamorfozy? Metamorfozy mebli to spora frajda :)

Wszystkiego dobrego dla Was! 




Czytaj dalej

Rozmarzony Lis


Najwyższy czas na zmianę zimowych klimatów, w końcu zawitała do nas prawdziwa wiosna. Po raz kolejny więc u mnie w roli głównej - lis. Lis o nieco innym charakterze, niż te liski tutaj (KILK) - chociaż wieczorowa pora jak najbardziej się zgadza :) Temat nad wyraz lubiany, więc mam nadzieję, że i moja ilustracja przypadnie Wam do gustu. Bardzo polubiłam malowanie takiego nieba :)

Nareszcie mamy ciepło, słońce, sezon ogrodniczy rozpoczęty na dobre! :) Uprawiacie ogródki? Dla mnie to najwspanialszy relaks :) Nie mogę doczekać się owoców i warzyw, jestem ciekawa jak będą prezentować się róże, które posadziłam jesienią (czy w ogóle będą się prezentować ;)). Wysiałam nowe roślinki, których wcześniej nie uprawiałam i czekam z niecierpliwością, aż zakwitną ;) Uważam zimę za piękną porę roku, ale wiosna - mmm, to jest to! :) Te kolory, dźwięki, zapachy..



Mam nadzieję, że spodobała Wam się dzisiejsza ilustracja :)
 
> Niezmiennie zapraszam Was na moją stronę na facebooku  :) A także na instagram, gdzie publikuję głównie zdjęcia natury - ogólnie rzecz ujmując - no i od czasu do czasu pojawiają się tam również ilustracje :)

Cieszę się, że tu jesteście!
Wesołej wiosny :)
Czytaj dalej

Herbatka u Zająca



Pierwszy dzień tegorocznej wiosny wygląda niestety inaczej, niż każdy z nas sobie wyobraża. No, w każdym razie nie wygląda tak, jak ja sobie to wyobrażałam. Piękna zima za oknem, szkoda tylko, że w marcu. 

Zgodnie z zapowiedzią jednak, mam dla Was jeszcze jedną zimową grafikę i oto - dziś, w dniu jej debiutu, za oknem mam bielutką śniegową pierzynkę i -5 stopni Celsjusza. Idealnie wręcz :) 

Ale ale, droga zimo, wystarczy tego przedstawienia, czas udać się na zasłużony spoczynek i do zobaczenia w grudniu! :)

Zajączek wygląda na bardziej zadowolonego niż ja, może dlatego, że wypił przed chwilą ciepłą, aromatyczną herbatę z cytryną? :) z takiego dzbanuszka i kubeczka:


Grafika w całej swej krasie:

Brat Zajączka pojawił się już u mnie, o TUTAJ (KLIK!)

Mam nadzieję, że ten obrazek umili Wam nieco wiosenno-zimowy czas :) 


Dziękuję Wam, że tu ze mną jesteście - dzięki temu to wszystko tutaj ma sens :) 
Komentarz pozostawiony przez każdą z Was witam z ogromną radością!

Zapraszam oczywiście na mojego facebooka!
Pięknej wiosny!
Ania

Czytaj dalej

Liski wieczorową porą




Nareszcie przełamałam się i założyłam fanpage na facebooku. Dlatego też, jeżeli którejś z Was wygodniej jest zaglądać na facebooka, zapraszam serdecznie (KLIKNIJ TUTAJ) :) W panelu bocznym można znaleźć facebookowy widżet :) Ponadto jak widzicie, na blogu zaszły małe zmiany w nazwie i zmiany wizualne :)

Szkic ilustracji z liskami w scenerii zimowego wieczoru powstał.. wczesnym latem. Potem szkic w ferworze przeprowadzki wylądował na dnie pudła i minęło duuużo czasu, zanim mogłam spokojnie usiąść z akwarelami (i w ogóle wygrzebać je z przeprowadzkowych pudeł). Po tym czasie zapomniałam już zupełnie, jaki obraz z liskami w roli głównej pojawił się w mojej głowie i co tak naprawdę miałam zamiar namalować. Miałam zarzucić projekt, ale żal mi było gotowego szkicu.
 I tak, po wielu miesiącach, powstała ilustracja, którą bardzo polubiłam. 

Dwa akwarelowe, sympatyczne zimowe liski pod rozgwieżdżonym niebem, podobnym jak w Pejzażu zimowym. Być może to ta sama okolica? Ilustracja powstała na małym formacie, coś koło A5. Lisy to bardzo popularny temat wszelkiego rękodzieła, i nic dziwnego, bo to piękne zwierzęta, które wspaniale prezentują się na różnych dziełach rękodzielniczej sztuki (Znacie Lisek z lasu?) :)



Mam nadzieję, że i Wam przypadła do gustu moja ilustracja z liskami :) Ją również mam zamiar umieścić na kartkach, na pewno na zakładce i być może przygotuję z niej mały plakat

Dawno nie było już u mnie rozdania, powoli zastanawiam się więc nad zorganizowaniem takiego. Zastanawiam się tylko, co miałoby być nagrodą :) 

Zbliża się marzec, dlatego pięknego marca Wam życzę! 
Ania


Czytaj dalej

Pejzaż zimowy


Dawno, dawno temu w mojej głowie pojawiła się taka oto kompozycja zimowa, 
może nic oryginalnego, ale taki obrazek zawsze budził we mnie pozytywne odczucia. 

 Gwieździsta, zimowa noc, świat pokryty białym, czystym puchem, 
a pośród ośnieżonych pól dom, w którego oknach świecą się światła. W środku domu, 
w cieple i przytulności, mieszkańcy spędzają spokojnie ten piękny, zimowy wieczór.

Naszkicowałam ten obrazek jeszcze na papierze Canson Student ;) z którym zaczynałam 
przygodę z akwarelą (no dobra, pierwszą akwarelę namalowałam na zwykłej kartce do drukarki).
 Niestety, w trakcie malowania uznałam, że zepsułam, wyszło brzydko i nie ma sensu dalej ciaprać 
po biednej kartce, bo już nic ładnego z tego nie wyjdzie. Zaniechałam więc kontynuacji malunku, 
a kartka powędrowała gdzieś tam na stosik, by zaginąć pomiędzy papierami z notatkami oraz malunkami i zamilknąć... no nie, nie na wieki, bo niedawno (po przeprowadzce) 
przeglądałam sterty papierów, pomiędzy którymi znajdowały się moje stare akwarele.
 I zimowa akwarelka między nimi. Postanowiłam zrobić drugie podejście, na 
znacznie lepszej jakości papierze (Canson Arches Fin) i tak oto jest. 
Remake zimowej akwareli. Zastanawiałam się nawet, czy nie pokazać Wam pierwowzoru :)

Tup tup tup...



To była dosyć długa opowieść, jak na prostą i bądź co bądź chyba mało oryginalną akwarelę :) 
Ale zaczął się nam luty, na blogach coraz więcej wiosny, a ja mam Wam do 
pokazania jeszcze co najmniej dwie zimowe ilustracje! Zoologiczne, z liskami oraz z zajączkiem.
Być może ta akwarela wyląduje pod koniec roku na kartkach świątecznych? 
Chyba, że bardzo się zestarzeje :)

Pięknego lutego Wam życzę!

na koniec bonus dla ciekawych, jak ten obrazek wyglądał kilka lat temu:
 Przed          i             po

:)
Czytaj dalej

Akwarelowe ptaki


Święta minęły, 2017 też minął, czas pędzi, a za nami już połowa stycznia. Wczoraj wreszcie spadł śnieg, spóźniony niestety o kilka tygodni. Uff. 

Jeszcze w grudniu, na papierze, który nieszczególnie przypadł mi do gustu, zmalowałam kilka ptaków bardziej zbliżonych do pierwowzorów, niż zwykle :) W zasadzie po raz pierwszy malowałam ptaki, które miały wyglądem przypominać prawdziwe. I tak oto mam dla Was rudzika, mazurka, gila, drozda północnoamerykańskiego i kardynała. A w każdym razie coś przypominającego powyższe.

Trochę się też tymi ptaszorami pobawiłam i powstał taki próbny wzorek, który następnie został wpasowany w kubkowy mock-up :)

Powyższy mockup pochodzi stąd.

Przed Świętami dwie zdolne dziewczyny zaproponowały mi wymiankę - ja wysłałam do nich moje zakładki z wzorami, które sobie wybrały. A oto, co dziewczyny przygotowały dla mnie:

Śliczny woreczek od Asi z https://joasiaart.blogspot.com/ - na pachnące wypełnienie czeka do sezonu ogrodniczego, akurat posadziłam w ogrodzie kilkanaście sadzonek lawendy (swoją drogą, nie wiedziałam, że to roślina, która z taką łatwością się rozsiewa) ;)

Urocze karteczki świąteczne od Agi z https://au-une.blogspot.com/...

 ...oraz cudna zakładka do książki z motywem, który uwielbiam - również od  Agi :) 
Na zdjęciach widzicie dwie strony tej leśnej zakładki, ozdobionej oczywiście techniką decoupage :) 
Dziękuję Wam dziewczyny!

 Przymierzam się do założenia facebookowego konta, bo niestety wiele blogów, które lubię podglądać, cichnie i przenosi się na facebooka (i na instagram, ale tam konto już mam). Idzie mi jak po gruzie, bo z fb nieszczególnie się lubię ;) Nie mniej jednak, mimo wszystko najbardziej odpowiada mi forma blogowa, więc z pewnością zamierzam zostać i tutaj :)


Słonecznego stycznia!
wszystkiego dobrego :)


Czytaj dalej

Zimowi goście


Biało za oknem, klimat świąteczny w powietrzu, pewnie i zapach pierniczków się roznosi tu i tam. Gorąca czekolada stała się idealnym napojem na wieczór, mróz podszczypuje w uszy (jeśli zapomnimy o czapce), w otoczeniu radości rodzi się pewnie niejeden śniegowy bałwan, no i wiadomo - dzieci się cieszą, podczas gdy (niektórzy) rodzice nieco mniej :) Zima. Święta tuż tuż. Albo za pasem, jak kto woli.
I dlatego - jasna sprawa - dzisiaj u mnie grafika nieco wpisująca się w ten klimat.



Chciałabym zgłosić tę pracę do grudniowego wyzwania bloga Przyda Się - Świąteczna nie-kartka. 
Nie jestem pewna, czy moja akwarela jest odpowiednią pracą do tego wyzwania, pomyślałam jednak, że mieści się w kategorii "wszystko" ;)
http://blog.przyda-sie.pl/wyzwanie-grudniowe-swiateczna-kartka/
Ponadto bardzo chciałabym polecić Wam małe co nieco na jeden z
 ❅ zimowych wieczorów ❅.
Mianowicie, ostatnio przypadkowo natknęłam się na film dokumentalny pana Marcela Łozińskiego pt."Wszystko się może przytrafić" z 1995 r. Z pewnością wiele z Was zna ten obraz, ja sama dziwię się, że nie natknęłam się na niego do tej pory!
Jest pięknie nakręcony, nietypowy, uroczy, zapadający w pamięć - z pewnością zostanie ze mną na dłużej. Nie będę Wam tu streszczała fabuły, można o niej przeczytać i film zobaczyć tutaj, można go znaleźć także na VIMEO, natomiast tutaj film na youtubie (podzielony na trzy kawałki):


Do wyboru do koloru! Film ten zajął pierwsze miejsce w internetowym plebiscycie publiczności na najlepszy w historii polski film dokumentalny :) Trwa 40 minut.
 Serdecznie Wam go polecam!
Fajnie będzie, jeśli podzielicie się ze mną wrażeniami :)


Na koniec dzisiejszego postu zostawiam Was z zimowym kadrem.


Fotografię chciałabym zgłosić do grudniowej fotogry Art-Piaskownicy

https://art-piaskownica.blogspot.com/2017/12/fotogra-grudzien.html



Pięknego zimowego tygodnia!
Nie zapominajmy o ptakach w tych niełatwych dla nich, zimowych warunkach.

do następnego
Ania
Czytaj dalej

Mysz, która wiedziała, jak być hygge


Każdy słyszał już chyba o słowie hygge, które ostatnimi czasy stało się bardzo modne. Mam wrażenie, że w polskim Internecie szum wokół tego słowa zaczął się od pięknie wydanej książki „Hygge – klucz do szczęścia”  Widziałam też drugą książkę o pięknej okładce - "Hygge. Duńska sztuka szczęścia" (jakkolwiek żadnej z tych pozycji nie miałam przyjemności czytać). Momentami trudno jest mi się oprzeć wrażeniu, że ten bum ma podłoże mocno komercyjne, a może po prostu hygge było łatwe do skomercjalizowania i cóż, pieniądze rządzą światem? (Swoją drogą, ciekawe przedstawienie tematu znalazłam tutaj. Możecie też kliknąć tutaj)

Nie mniej jednak, pomimo tego komercyjnego szumu, bardzo lubię przesłanie duńskiej filozofii szczęścia, chociaż raczej nie uważam jej za „klucz do szczęścia”. Celebrowanie codzienności, uważność, tworzenie i chłonięcie ciepłej, rodzinnej atmosfery, cieszenie się chwilami wypełnionymi przytulnością, bezpieczeństwem, spędzanie wartościowego czasu z bliskimi ludźmi, docenianie teraźniejszości i odnajdywanie wyjątkowości w codziennych czynnościach – wspólnych posiłkach, czytaniu książki przy ulubionej ciepłej herbacie, będąc otulonym ciepłym kocem, kiedy za oknem deszcz stuka w szyby a z głośników sączą się ulubione melodie (a może to właśnie nadawanie tym codziennym rzeczom wyjątkowości?). Wszystko to, o czym czasem zapominamy w naszym rozpędzonym świecie. Tak to widzę i tak to lubię :) i wcale nie potrzebuję nazywać tego wszystkiego za pomocą duńskiego słowa.


Ostatnio akwarelami zmalowałam taką oto jesienną mysz, która jak się okazało, całkiem nieźle wpisuje się w duński sposób na szczęście :) Wcale nie zamierzałam tworzyć ilustracji opisującej hygge, taka oto Pani Mysz pojawiła się w mojej głowie, a kiedy już przelałam ją na papier, skojarzenie nasunęło mi się natychmiast. Jak myślicie? 


skarpety muszą być! :D

Powyższy mockup pochodzi stąd.




dziękuję, że jesteście!
do następnego :)

Ania


Czytaj dalej